Ah, gdyby posty pisały się same. W zasadzie mogłyby się same zaczynać, potem mogę już pisać. Dokładnie tak jak z bransoletkami z koralików. Nie znoszę tej bezkształtnej, poplątanej maliny. Ale się nie dam (chyba) i zasiąde do tego 5 raz. Wczoraj z braku laku, a dokładniej pustki na drutach chwyciłam za toho i szydełko. Oczywiście żeby nie było za łatwo to działałam na czarnej nitce, siedząc na łóżku (czyli brak dobrego światła) i jednocześnie bawiąc się z psem. No i tak sobie robiłam dobre kilka godzin, zaczynając od nowa dokładnie 4 razy. Cóż, no muszę i już. W końcu mam koraliki nawleczone na conajmniej dwie bransoletki, ale motywacji brak. Powiedziałam sobie, że wypadałoby wreszcie dorobić zapięcia w starych, a skoro nie muszę bawić się w nawlekanie, to aż głupio, że sznurki leżą zapomniane. Jakaś odskocznia od drutów też się przydaje.
Chociaż muszę przyznać, że póki co raczej przymusowa przerwa w dzierganiu- brak pomysłu. No ok, dobrego pomysłu. Mam taki jeden albo i dwa, ale w zasadzie im dłużej go obmyślam, tym mniej mi się podoba. Skutkiem tego jestem rozdarta między dzierganiem z cudownego riosa, co mogłoby się skończyć tworzeniem byle czego, a cierpliwym czekaniem, szukaniem inspiracji, planowaniem itd.
Z frontu dziewiarskiego informuję, że obecnie posiadam już drugą z trzech części kompletu zimowego i to tą, która zajmuje najwięcej czasu i włóczki. Ale przyznam się, że podoba mi się niezmiernie i to chyba wyszła o dziwo lepiej niż sobie wyobrażałam (no może poza kilkoma chochlikami). Czeka mnie teraz wielkie blokowanie- czyli jak znaleźć miejsce na całkiem spory udzierg wymagający 'chamskiego' rozciągnięcia no i czy wystarczy mi szpilek.
Tymczasem gdyby nadal nie pojawił się super pomysł na sweter mogę dokończyć zimowy komplet. A co tam. :) Tylko nie wiem jak przeboleję czapkę nie skarpetkę- został mi tylko 1 motek peruvianka...
![]() |
| foto przed blokowaniem (wybaczcie psiakową sierść :p - u mnie wszystko jest psem albo/i kotem) |
Nawiązując do pewnej tradycji, pojawiającej się u mnie niestety za rzadko, ale za to u Maknety równo co tydzień- czas na książki. Skoro było już o drutach teraz słówko o czytadłach, a dokładniej mówiąc o słuchaniu. Bo tym razem skusiłam się na krótkiego audiobooka tak na próbę - w głośnikach "Zabójstwo Rogera Ackroyda" A. Christie. Nie idę zupełnie w ciemno, bo autorkę znam i uwielbiam, więc czemu ktoś nie ma mi poczytać? A ja sobie będę dziergać, albo koralikować.

