Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łapki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łapki. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Berberys Zimą

Wszędzie podsumowania, życzenia i postanowienia noworoczne. A u mnie jak zwykle na opak. O przeszłości staram się już tak nie rozmyślać [aczkolwiek ciężko, ale się uczę], dorobek mój jest w pudełku na Ravelry a postanowień nigdy nie robię. Po cóż- skoro coś się chce naprawdę robić to można od już, a nie od 1 stycznia, a jeśli potrzeba nie wynika ze środka to i data nic nie zmieni. Dlatego u mnie dziś dziewiarsko- cóż za niespodzianka, co? ;)

Czas pokazać łapki. A dokładniej rękawiczki. Jako, że leżą od dawna gotowe i wykończone, a za kilka godzin nowy rok, to chyba teraz najlepsza chwila na jeszcze grudniowy twór.
Po kryzysie pt. 'nie podoba mi się żaden wzór, a moje projekty są jeszcze gorsze' złapałam za druty i włóczkę i poszłam na żywioł. Tutaj ściągacz, tam jakiś warkoczyk i koniecznie przeplatanka z dwóch oczek. Do tego wersja dwu palczasta, bo ani robić mi się innej nie uśmiechało ani nosić, bo jak paluszki mogą się do siebie przytulić to i milej i cieplej. A jako, że we wszystkim mi zimno, to planowałam ratować się dodatkową warstwą polaru, więc jak wszyć go w 10 palców? 
Podczas roboty wzór coraz bardziej mnie zaskakiwał i zaczynałam przyglądać się mu przychylnie. Aż po skończonej łapce i przymiarce byłam niemalże wniebowzięta. :) Pewnie główna sprawka przez ten bosko czerwony kolor, ale nie ten świąteczny, tylko taki królewski, karmazynowy, krwisto czerwony. Mniam! I tak na kawkowo-drutowym spotkaniu dokończyłam sobie rękawiczkę do pary.
Nie chciałam zbyt skomplikowanych plecionek, ani zwykłych warkoczy. Wkleiłam więc coś czego jeszcze wcześniej nie robiłam. W sumie gdyby nie kolor to kształtem przypomina mi dynie.
Koniecznie z moim ulubionym 'oszukanym' ściągaczem.
Nazwa przyszła sama podczas mini sesji fotograficznej- będąc zauroczona czerwonymi kuleczkami wyglądającymi spod śniegu nie umiałam nazwać ich już inaczej jak Berberis.
projekt: Berberis
wzór: póki co się pisze
włóczka: Filcolana Peruvian Highland Wool
druty: 3.5 mm, 4 mm

Aby nie było tak normalnie i nudno, moja wersja ma szary sznureczek wiązany na kokardkę.Tylko jeszcze muszę dokończyć mu sesję... :p tym bardziej, że aktualnie rękawiczki są prawie dwa razy grubsze przez podszycie z polaru i wyglądają jak rękawice kuchenne, haha.

I tak mam już pierwszą część swojego zimowego 'kompletu'. Druga jest w trakcie roboty, a trzecia dopiero się planuje. Ale liczę, iż wreszcie dorobię się pierwszego tria zimowego.

A po nowym roku dalsza część przygody z czerwonym i powrót do swetrów.
Aż nie mogę się doczekać. ^^

czwartek, 11 grudnia 2014

Humbuki

Taką śmieszną nazwę nadałam najnowszemu projektowi. Ustawiałam sobie do zdjęcia, podczas szybkiej sesji, te łapki 'do biegania'. I tak patrzę a tu wielorybki ^^
Miałam wydziergać najprostsze, z tego co w zapasach, no i super, że znalazłam jakiś stary, wełniany motek, bo za akryl bym się nie zabrała, oj nie. O ile pamiętam to chyba coś z Katii, ale głowy nie dam, ani nic innego, bo to było dawno i nie prawda. Ważne, że naturalne i w dobrym kolorze. 

Dla ciekawostki podam, że ten kłębek też był kiedyś rękawiczką i też 'dwupalczastą', ale na szydełku i tylko w jednym egzemplarzu- do pary nie chciało mi się robić. Odkąd zaczęłam robić na drutach, to całkowicie przestały mi się podobać ubrania i akcesoria szydełkowe, więc tamte truchełko sprułam i sobie czekało.
Szybki, bez mózgowy projekt zajął mi kilka godzinek rozłożonych na dwa dni.

projekt: Humpbacks
wzór: z głowy
włóczka: jakaś wełna/alpaka z Katii
druty: KP 4mm

Cóż jeszcze u mnie: suszy się czerwone swetrzysko. Ciekawi mnie ile mu to zajmie, bo mój beżowy Cosy Cloud bawił się tak ponad 3 dni, a to jest sporo grubsze. Chyba z 5 kg ważył jak wyciągnęłam go z kąpielowej miski. A najfajniejsze jest to, że pasuje i na mnie. Może w tej wersji brakuje mu zdecydowanie taliowania, ale i tak wygląda ślicznie. :)

Do listy życzeń doszła też kominiarka 'do biegania', bo przecież czapki szkoda, w chuście za zimno. No to co? Szybki wirtualny lot do loopa, a potem realny do Tuptupa no i mam kolejne motki.
I teraz ciągle dziergam na szaro. Najpierw Humbuki, teraz kominiarka, a czeka mnie jeszcze pozycja nr 3 z tej życzeniowej listy... która też będzie w tym samym kolorze.
Aby nie było aż tak bez kolorów, to dla siebie komplet będę robić z czerwonego... znowu.

niedziela, 16 listopada 2014

Rękawki skutkiem Ravmanii

Mam swój nałóg. Oczywiście nie jeden. Na pierwszym miejscu jest herbata i włóczki. Do tego musi być dzierganie i dobra muzyka. Ostatnio wiele się słyszy i widzi o uzależnieniu od 'fejsa' [facebook, brrr...]. Zwykle dziwię się temu ogromnie, ale teraz ja mam coś podobnego. Nazywa się to po mojemu 'ravmania'. ;) Czyli przesiadywanie na Ravelry. Odwiedzam go z częstotliwością pewnie porównywalną do ludzi uzależnionych od fb. Odświeżam setki razy, bo może ktoś polubił ciekawy projekt, może coś nowego wydziergał i tak w kółko. Przemierzam oceany stron z pracami z danej włóczki, albo z różnymi wersjami konkretnego wzoru. I takim sposobem rośnie moja strona faworków, czyli ulubionych dziergadeł. O dziwo prawie wszystkie są tak jakby w kolejce do zrobienia... 
Skutkiem ubocznym mojego nałogu jest pierwsza para rękawków. Ktoś polubił, ktoś zrobił, mi wrzuciło na faworki od przyjaciół i już. Długo się nie zastanawiałam. Wzór łatwy, darmowy, błyskawiczny. Do tego małe zużycie materiałów i pretekst do kupienia kolejnych motków, które za chwileczkę i tak zostaną zużyte. ^^ 
Sam 'design' urzekł mnie od pierwszej sekundy. Żywcem wyjęty z dawnych czasów.
Konstrukcją i nazwą przypomina mi całkiem rękawki dla wiktoriańskich farmaceutów albo kobiet z minionych epok, w pięknych obszernych sukniach i szalach.

Kolor tej włóczki jest naprawdę dziwny [co już zdążyłam wspomnieć]- ostatnio ukazał się jako brąz, dziś natomiast wolał zostać szarakiem.

włóczka: Filcolana Peruvian Highland Wool- kolor 973, 58g
druty: 4mm KP

Mam więc w swoim dorobku już ze trzy takie wzory, które robiło mi się doskonale. Ciągle kusi, aby zrobić je kolejny raz. Tylko co ja z tym zrobię? Póki co wygrywa moja niechęć do tworzenia tego samego kilka razy. Wszak w kolejce czeka tyle nowych projektów. ^^

A Wy macie swoje internetowe uzależnienia?
Fb, Rav, a może co innego?

poniedziałek, 1 września 2014

Tauremorna Mitts

Wraz z pierwszym dniem września przyszedł czas pochwalenia się skończonymi łapkami.
Wreszcie! Radość ogromna, bo pokonałam samą siebie dziergając na tych szpikulcach. Dotrwałam do samiuśkiego końca, nie odkładając na później nawet chowania nitek. No dobra, przede mną tylko blokowanie, a nawet samo 'pranie' bo w łapkach nawet nie ma co przyszpilać. :)
Najważniejsze też to, że wyrobiłam się do testowego deadlinu.


Cieszę się, bo moje morale dziewiarskie nieco wzrosły, wszak już daawno nic nie udało mi się skończyć. Niby para drobnych 'rękawiczek', ale za to z pięknym wzorem, z jednej z moich ulubionych włóczek, no i pierwszy raz na 2mm patyczakach. I to zakończony sukcesem!


projekt: Tauremorna
wzór: Tauremorna Mitts by Orinskye
włóczka: Araucania Botany Lace [1652], 
Malabrigo Sock [Turner]- razem 40g
druty: metalowe 2mm

Teraz mogę wracać do beżowego swetra bez najmniejszych wyrzutów sumienia, że w tym czasie powinnam przecież dziergać projekt testowy... ^^

Przede mną kilka cm dołu, plisa na guziki no i rękawy. Tutaj podjęłam męską decyzję i sprułam prawie cały gotowy już rękaw, a w zasadzie to dziergam sobie bezpośrednio z niego dolny ściągacz. A co, czas i nerwy zaoszczędzone. Wszak nie muszę patrzeć jak niknie w oczach efekt mojej pracy. Chowam sobie gdzieś pod robótką ten 'uciekający' rękaw i podziwiam jak z tego przyrasta mi końcówka najnowszego swetra. :) Na który swoją drogą nie mogę już patrzeć, tyle godzin, dni, tygodni, a on nadal nie chce zejść mi z drutów... razi szczególnie, że wkradł mi się gdzieś błąd... pruć już szkoda, ja wiem, że on tam jest... ale przypuszczam, że pewnie będzie to sweter bardziej domowy niż wyjściowy, więc chyba może tak zostać.

Powinnam się pospieszyć, bo na dniach powinny zawitać do mnie nowe motki. Na kolejny... sweter. ^^


ps. baardzo chciałam Wam wszystkim podziękować za tyle komentarzy i rozwinięcie dyskusji o szybszym dzierganiu. To niesamowicie miłe kiedy człowiek dostaje taki odzew. Tyle uśmiechów. :) Ah!

czwartek, 14 sierpnia 2014

Czwartkowa środa

Ostatnimi czasy gderałam o rzekomej klątwie. Chcąc nie chcąc podobno prucie i wszelkie niezbyt przyjemne czynności takie jak dodatkowe rozplątywanie supełków, blokowanie, naprawianie itd. itd. należą do całego procesu dziergania. Całkowicie naturalnie. Czasem jednak czegoś jest za dużo, zdecydowanie... no i jak tu się nie podłamać kiedy przeważa destrukcja, a praca zamiast posuwać się do przodu to cofa się coraz bardziej i bardziej. Nowe włóczki tym razem nie pomogły jak to zwykle bywało. Złe czary dotknęły także je. 
Postanowiłam nie dać za wygraną i dziergać dalej. Od nowa, całkowicie od zera, po raz chyba czwarty. Kilka rządków dziennie to zawsze coś.


Aby cokolwiek zrobić i odpędzić uroki zrobiłam coś dziwnego... nowego i trochę szalonego. Całkowicie na przekór temu fatum, pół żartem- pół serio, ale z obłąkańczym uśmiechem- zapisałam się na testowanie. Konkretniej chodzi o wzór mitenek, ale też poniekąd samej siebie. Bo czy to nie wyzwanie rzucać się na 2mm druty? Ja, fanka raczej czegoś co czuć w dłoniach [czyt. min. 3,75mm]... Swoją kolekcję musiałam więc poszerzyć dosłownie o długie, metalowe wykałaczki. O dziwo [a może i nie] są nawet cieńsze niż moja igła dziewiarska [taka tzw. do grubego haftu]. No to teraz zaczyna się zabawa. Skończyć muszę, bo nie ma innej opcji przy tego typu umowie. :p Będzie się działo- z małych kłębków (ukochanego) M. Socka i Araucanii!

Zahaczając także o środę, lekko spóźniona dołączam do kolejnego odcinka zabawy z Maknetą, czyli słowo o książkach i dzierganiu. O drutach pogadałam, czas więc na czytanie. W zasadzie obecnie nie mam się czym chwalić, bo nie mam kiedy podlecieć do biblioteki. Także póki co próbuję się przekonać do audiobooków, przechodząc najpierw przez słuchowiska. Pierwsze, wspominane niedawno "Studnie przodków" J. Chmielewskiej totalnie mnie zauroczyły. Od tego czasu częściej w głośnikach słychać jakieś teksty niż muzykę. Poznałam w ten sposób n.p. historię Doriana Greya. W ramach odświeżania angielskiego pokusiłam się nawet o załadowanie sobie obcojęzycznego 'słuchadła' o Sherlocku Holmesie czy Herculesie Poirot (to się odmienia?). Wiem przez to co się działo w pociągu o "4.50 z Paddington" i jaka była "Tajemnica Świątecznego Puddingu".
Nadal nie jestem przekonana do audiobooków- to stanowczo dłużej wychodzi niż czytanie, a lektorzy często są naprawdę słabi [jak dla mnie]. Do tego mam dziwne poczucie, że i tak książka nie jest przeczytana  [de facto nie jest- przynajmniej przeze mnie, najwyżej przesłuchana...] i mam wyrzuty sumienia, że tak jakby ktoś odwalił za mnie całą robotę. Ale słuchowiska to już całkiem co innego...

Słuchanie swoją drogą, ale tradycyjnych książek nie zamienię raczej nigdy. Trochę dłużej mi się zeszło, ale jednak skończyłam "Piątkowy Klub Robótek Ręcznych"
Od siebie powiem tak, że oceniam ją na całkiem dobrą, mimo mojej niechęci do zwykłych, życiowych historii. Z nudów nie usnęłam, mimo, że niektóre momenty były naprawdę o niczym i tylko zapełniały czas nie wnosząc zupełnie nic do akcji. Największym plusem dla mnie oczywiście było czytanie o dzierganiu i spotkaniach włóczkowych, bo przyznaję się, że to był jedyny powód, dla którego zabrałam się za tę historię. Gdyby nie momenty o pasji robienia na drutach, będący jednocześnie jakby głównym tłem [przynajmniej dla mnie- sama zrobiłam sobie z tego główny wątek ale ciiicho ;)] to pewnie nie doczytałabym nawet połowy. 

Ale jak zwykle: co kto lubi. ;) Jeśli jesteście fanami obyczajówek i historii zwykłych ludzi [nie tych superbohaterów, nie tych z gatunku s-f czy fantasy] to polecam z czystym sercem.

Tymczasem ja lecę zmagać się dalej ze swoim wyzwaniem! :)
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie porwać temu hulającemu teraz wiatru.

czwartek, 22 maja 2014

Blacky Berry i gadanie o książkach

Oj, za daleko pobiegłam za białym królikiem i się spóźniłam!!! Oj, oj.
Tym sposobem muszę trochę nagiąć czasoprzestrzeń i dzisiaj u mnie pojawia się środa w czwartek... :p
Czyli udajemy, że jest dzień do tyłu i czas na książki i robótki sponsorowane przez akcję Maknety.

Na tapecie czytelniczej nadal tkwi "Pierścień Borgiów" M.White'a. Akcja rozwija się w swoim tempie, raczej powolnym, ale nie mogę powiedzieć by to mnie wciągało. Brak jakiegokolwiek napięcia, zaskoczenia czy czegoś co mogłoby mnie podkusić do mówienia dobrze o tej pozycji. Po rozczarowaniu ze skończonym już tydzień temu "Ekwinkokcjum" podtrzymuję swoje zdanie o tych książkach. Tak jak wspominałam moje domysły odnośnie rozwiązania zagadki okazały się słuszne [oh, co za zaskoczenie... -.-' ], a co 'najlepsze' wszystkiego można się domyśleć zaraz po poznaniu pewnej postaci gdzieś w 1/4 czy 1/3 książki. Nuda, nuda, nuda. Do tego masakrycznie irytująca główna bohaterka i ostatnie kilkanaście stron rodem z Indiany Jonesa... bleh. Ogólnie nie polecam, ale to czysto subiektywna opinia, a że każdy lubi co innego, to nie zamierzam Wam aż tak obrzydzać. 
W końcu udało mi się przeczytać całość. :p




Aby odbić sobie słabizny książkowe tym razem podczas wizyty w bibliotece wypożyczyłam 3 nowe powieści. Tym razem coś sprawdzonego czyli kryminał A. Christie, jakąś nowość z piękną okładką [haha], ponoć kryminał historyczny i coś zupełnie innego od wszystkiego co czytałam do tej pory... czyli steampunkowe przygody!


Ale, ale, ale mam dla Was ciekawostkę- chyba całkiem godną polecenia. Książkę o sklepiku z włóczkami! :D Czyli "Sklep na Blossom Street" autorstwa Debbie Macomber. 

Niestety w mojej bibliotece nie posiadają jej w ogóle, ale jeśli tylko uda mi się ją dopaść i przeczytać to dam Wam znać. Jeśli będziecie pierwsi przede mną- podzielcie się opinią, chętnie poczytam. :)


Z frontu włóczkowo dziewiarskiego: Skończyłam całkowicie łapki z pierwszego, własnoręcznie farbowanego motka. Zależało mi bardziej na szybkim efekcie i zużyciu niezbyt lubianej przeze mnie włóczki, no i oczywiście ciekawiło mnie jak mi to octowe gotowanie [?- w mikrofali] wyszło. Wybrałam więc mega prosty i niemalże błyskawiczny projekt. Narzuciłam włóczkę na najmniejsze z posiadanych druty 3mm i oto są nowe łapkogrzejki.



projekt: Blacky Berry
wzór: Rye Mitts
włóczka: Filcolana Arwetta Classic [farbowana przeze mnie-fiolet], 
resztki Malabrigo Sock- ochre
druty: Addi metalowe, 3mm

A do tego...olaboga, katastrofa, płacz i zgrzytanie zębów. Jak wspominałam pajęcza chusta poszła do sprucia całkowicie do zera. Został z niej piekny kłebuszek. Straciłam trochę serca do tej cienizny, więc na czas odpoczynku sięgam po Araucanię, która czekała w kolejce. Tym razem coś prostego i oby szybkiego- zwykła chusta, w półkolistym kształcie. Myślę, że padnie na Gingko Crescent.
A silkpaca poczeka sobie na swój lepszy czas. Czasem i tak trzeba.


W kwestii ogłoszeń: nadal poszukuję testerek do Ynis Avalach. 
Najbardziej w rozmiarze S, M. [L już są zajęte]
XS i XL póki co jest tak jakby dodatkowe.

wtorek, 20 maja 2014

Wzywam testerki, wzywam testerki!

Ostatnio na blogu trochę ciszej. Robótkowo wiele się nie dzieje. Po farbowaniu na jeżynę dziergałam zwykłe łapki, które obecnie się suszą. Pajęczynowa chusta tworzona częściowo na Dziergsession poszła do sprucia... za dużo było tam błędów, które niezmiernie trudno naprawić, z racji grubości włóczki, a uznałam, że jak mam spruć do jakiegośtam momentu i nabierać na druty kolejne 180 spadającyh oczek, to wolę zrobić od zera ponownie. 
Dzisiaj była kolejna częśc farbowania znielubianej filcolany, z przeznaczeniem najprawdopodobniej na kolejną parę łapek. Tym razem jednokolorowy turkus.

Ale gwoździem dzisiejszego programu jest efekt moich zmagań ostatnich dni. Czyli wreszcie spisany wzór!
Co ja się namęczyłam, nadenerwowałam... wreszcie jest. Póki co w wersji PL- mimo, że pisanie zaczynałam po angielsku. Jestem już za mocno przyzwyczajona do oznaczeń w 'eng', ale przy pracy okazało się, że większość napisałam zupełnie opisowo, co przyprawia mnie o stojące włosy na głowie, kiedy pomyślę, że mam to przełożyć na inny język. W dodatku na slogan dziewiarski.


Tym sposobem ogłaszam dziś wszem i wobec, że poszukuję osóbek chętnych do testowania mojego pierwszego swetra- Ynis Avalach.

Dostępny w rozmiarach: XS, S, M, L, XL. [wymiary są tutaj] -edit: testy zamknięte!
Deadline: [póki co] do końca czerwca.
Zgłoszenia i wszelkie pytania zostawiajcie w komentarzu pod tym postem. :)


A dla koloru pokazuję skończony udzierg [w zasadzie tylko kawałek] z ręcznie farbowanej przeze mnie włóczki, suszący się na wiosennym słońcu.


Teraz przede mną ważna decyzja: co dziergać. :p Powinnam zacząć tą pajęczą chustę, do tego czeka motek Araucanii [z podobnym przeznaczeniem], no i ten suszący się turkus na jakże letnie wyroby [haha]. A tak naprawdę to najmocniej mam ochotę teraz na kolejny sweterek, ale nadal nie umiem sobie wybrać wzoru ani włóczki, a po brązowym kusi, aby kolejny raz stworzyć coś zupełnie własnego.

środa, 14 maja 2014

Jeżyna i "Pierścień Borgiów"

Dziś post leciutko oszukańczy. Zgodnie z zasadą środowej akcji czytania i dziergania powinna być tutaj książka, którą obecnie czytam. Ja się wycwanię i lecę kilka chwil do przodu pokazując co mam w planach. "Ewkinokcjum" M. White'a z posta zeszło tygodniowego męczę strona po stronie, ale jestem dzielna i staram się tym razem [!] nie oddać nie przeczytanej książki. Zostało mi ok 50 stron, więc chyba mogę co nieco już powiedzieć, chociaż niestety nic dobrego. A szkoda. Niezmiernie mocno irytuje mnie w sumie jedna z głównych postaci, kobiety z choinki urwanej, dosłownie alfy i omegi, która oczywiście w mig wie wszystko. Reszta postaci jest tak samo denerwująca, a Isaac Newton, który pojawia się zaledwie kilka razy wcale nie ratuje tej powieści. Sprawcy domyślam się już niemalże od początku i nic nie wskazuje na to, żeby zakończenie miało mnie zaskoczyć. Język nie zachwyca, akcja nie porywa... powiedziałabym nawet, że mnie nudzi jak przysłowiowe "flaki z olejem", ale co kto lubi.
W zasadzie doczytam jedynie ze względu na wyzwanie książkowe i te niedokończone powieści, których już multum.

Oddając "Sztukę morderstwa" [o stokroć lepszą od tej, a autor ten sam] sięgnęłam po kolejną pozycję. Wtedy byłam zaciekawiona przeczytaną książką, co sprawiło, że chciałam poznać inne z twórczości M. White'a. Po "Ekwinokcjum" szczerze mówiąc mam serdecznie dość, ale postawiłam sobie kolejne wyzwanie, czyli przygodę z "Pierścieniem Borgiów". Kolejny raz wątek kryminalny i historyczny, teraz zahaczający o elżbietańską Anglię.

Zobaczymy, do trzech razy sztuka jak to mówią...


Drutowo nic ciekawego, tak jak w książkach. Jakiś teraz czas "badziewia"... :p
Dałam szansę mojej pierwszej farbowance, którą przerabiam na proste łapki bez palców. Jest lepiej niż to wyglądało na początku, ale to jeszcze nie to. Wybrałam coś naprawdę mega prostego, w zasadzie dla uzyskania jak najszybszego efektu. Zaraz obok czeka przecież pajęczynka z koralikami. Chciałam sobie jednocześnie zrobić od niej przerwę, bo to pilnowanie oczek, wzoru i ciągłe liczenie czasami za bardzo męczy mimo wszystko. Szczególnie jak gdzieś wkradnie się chochlik dziewiarski i jeden rządek poprawia się i tworzy blisko godzinę... eh.


Dla pocieszenia łapki przyrastają dosyć szybko, a mój przepiękny marker i nowe addiki poprawiają zdecydowanie wrażenia estetyczne.
Koloru nadal nie udało mi się oddać na zdjęciach i póki co musicie mi uwierzyć na słowo, że jest sto razy bardziej mniej niebieski niż wygląda. W robótce przeplata się bakłażan, jeżyna a nawet kilka oczek fuksji.


Dzień umilam sobie wspaniałą herbatą genmaicha, kotem i najróżniejszą muzyką. Pomalutku, nawet bardzo, ale jednak odrobinę do przodu, z książkami i robótką.
Ynis czeka na moją wenę do spisania wzoru, bo toż to takie nie artystyczne zajęcie... :/

*****

A jutro zapraszam na Dziergsession! 

banner by Caitlin
Od 15 w Parku Fontann w Warszawie, lub w Costa Cofee przy kolumnie Zygmunta w razie brzydkiej pogody. :)