Mały, wielki przestój został wykończony, ha! Gdy tylko poczułam minimalną iskierkę większego zdecydowania, nie wahałam się ani chwili. W mig na druty wskoczyły cienkie oczka pastelowej włóczki Lilou.
Najlepsze jest to, że wcale nie wiem więcej prócz tego, że tym razem padło na raglan i już. Wszystko samo wymyśli się w trakcie. ;) To moje kolejne wyzwanie, bo dłubię sobie sweterek na 3.5 mm, a tego jeszcze nie było. Przede mną trochę ponad kilometr włóczki, ale liczę, że efekt wynagrodzi mi wszelkie mniejsze lub większe zastoje czy usterki. W końcu z tak pięknej włóczki chyba brzydka rzecz nie wyjdzie.
Tak sobie pomalutku działam, bo chyba powinnam oszczędzać swoją rękę. Nadgarstek daje o sobie znać, a okazuje się nagle jak bardzo może boleć... środek dłoni. Pewnie to przez tą tygodniową przerwę... haha.
Ja marznę zawsze [prócz meeega upałów] więc i tak wdzianko przyda się nawet jeśli skończę dopiero w środku lata. Coraz bardziej wyraźny staje się też pomysł na włóczkę z zeszłego roku [DiC E.Sock], więc nie wykluczone, że tym razem będę miała więcej niż jedną robótkę w tym samym czasie. Wszak mam teraz wielką nauczkę po tym kolejnym, długim przestoju.
A dla jeszcze większej inspiracji i nabycia ogromnych pokładów energii do dziergania wybieram się w niedzielę na spotkanie do magicloopa. Ależ będzie weekend!
Miło będzie Cię spotkać w Warszawie i zobaczyć co dziergasz w realu.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
I wzajemnie. :) Fajnie, że się zobaczyłyśmy ponownie.
UsuńWłóczka ma piękne kolorki, ciekawa jestem efektu w dzianinie :).
OdpowiedzUsuńRaglan i już, reszta się wymyśli w trakcie - hmmm... skąd ja to znam... właśnie skończyłam taki spontaniczny raglan, dwa razy pruty w całości, trzy razy we fragmentach, i nie wiem czy go jeszcze raz nie przerobię. Wizje zmieniały mi się jak w kalejdoskopie! Obiecałam sobie, że następny sweter będzie ściśle rozplanowany, zaprojektowany, obliczony i rozpisany :)))
Mi całkowite rozplanowanie nie wychodzi, bo często w robocie okazuje się, że nagle pasuje lepiej co innego, a tamten pomysł nie był aż taki wspaniały. :) Ale w efekcie i tak chyba powstaje coś całkiem niezłego. ^^
UsuńStrasznie jestem ciekawa tej Lilou, z chęcią bym ją zakupiła ale najpierw chcę wykończyć zapasy. Szkoda, że ta Warszawa tak daleko bo z chęcią bym odwiedziła magicloop:)
OdpowiedzUsuńJa zapraszam nie tylko do loopa, ale jak kiedykolwiek wpadniesz to daj znać i możemy na loopa 'napaść' we dwie. ;)
UsuńWięcej o Lilou napiszę pewnie jak sweter będzie skończony i noszony.
Świetne plany + świetna robótka, wypada tylko życzyć by ręka nie dokuczała. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję! :)
UsuńNie moge się doczekać pierwszego sweterka z Lilou! Mam nadzieję, że z ręką już lepiej! Dziergaj szybko bo wybuchnę z tego oczekiwania!
OdpowiedzUsuńOj ja też! I to jak. :)
UsuńRęka póki co lepiej i gorzej, ale dziergania nie zamierzam odkładać.
Ale piękne te motki... zachwycająco pastelowe :-) myślę, że przepiękny będzie sweterek z takiej włóczki. Czekam na efekt końcowy! :-)
OdpowiedzUsuńSą śliczne, nie wiem tylko jak do mnie pasują, ale o dziwo jakoś się tym nie przejmuję. :)
UsuńPomału powstaje i liczę, że coś w sobie będzie miał.
Ależ ta włóczka cudowna nic tylko siedziałabym i głaskała ;), bo ja się w pastelach absolutnie nie czuję.
OdpowiedzUsuńPamiętam, że jak uczyłam się robić na drutach to właśnie strasznie bolał mnie środek dłoni, co niestety odzywa się co jakiś czas, ale tylko przy szydełku. Dziwna sprawa.
Pozdrawiam serdecznie :)
oj tam, oj tam- mi chyba też średnio z racji tego iż ponoć jestem panią jesień, ale się tym nic a nic nie przejmuję. :) A kolory kocham i ostatnio u mnie takie mieszanki, że aż strach.
UsuńO dziwo ból mi przeszedł i już tak nie powraca, a bolało najwięcej kiedy najmniej dziergałam. Pewnie z odwyku...
Pozdrawiam!