poniedziałek, 15 lutego 2016

Monogamous

Już nie raz, nie dwa udało mi się trafić w sieci na określenie "monogamous knitter". Tłumacząc z angielskiego to coś jakby monogamiczna dziewiarka [dziewiarz/dziewiarek też oczywiście]. Czyli to te szalone osoby, które opierają się dzierganiu kilku robótek jednocześnie. Zwykle na drutach mają jedną, jedyną, nad którą pracują, aż do jej ukończenia i dopiero wtedy pozwalają sobie na przygodę z kolejną. Fajna sprawa, prawda?
Od pewnego czasu też jestem taką robótkową monogamistką. Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami plusami i minusami takiej sytuacji. Wiele razy czytałam gorzkie żale: "ah też bym tak chciała, ja mam 10 ufoków", "nie mogłam się powstrzymać, nabrałam wczoraj oczka na x nowych projektów, kiedy ja to skończę?", itd. itd. Może moje wynaturzenia kogoś zainspirują do wejścia w kręgi jednorobótkowców, lub wręcz przeciwnie - utrwalą w przekonaniu, że to jednak nie to czego szuka i lubią towarzystwo kilku/nastu wipów (wip: work in progress - rozpoczętę robótki).
Przecież każdy obóz ma swoje dobre i złe strony. ^^
Zaczynamy?
 Szybkie kończenie robótek.

Chyba najlepsze co może być, no nie? Czy to skarpetki, czapka czy sweter, na pewno skończymy ją szybciej jeśli poświęcimy czas tylko jej. Dla przykładu kiedyś próbowałam robić dwa swetry. Oba zaczęłam kochać miłością ogromną, jednak siedząc nad jednym ciągle coś kłuło mnie w głowie i słyszałam głosik "aah, jakbyś robiła tylko jeden na raz to miałabyś już pewnie połowę, a tak to co? tylko kawałeczek" albo "oooj, już za długo siedzisz nad tym pulowerkiem, weź się za kardigan, patrz jaki smutny leży". Skutkiem tego swetry przyrastały na zmianę po kilka rządków, a ja traciłam motywację nie widząc znaczącego progresu. I nie wytrzymałam... skupiłam się konkretnie na zielonym [wtedy to był Sprig] i poszłam jak burza.

Duży progres.

Nawiązując do powyższego, nie ma to jak szybkie efekty. Przynajmniej ja je uwielbiam. Wtedy widzę, że to co robię ma jakiś sens, bo robótka rośnie w oczach. A to motywuje mnie do dalszego dziergania, no bo lada chwila, kilka dni, dwa tygodnie i będę mogła nosić kolejną chustę czy sweter. Aż serce skacze kiedy widzi się, że po kilku godzinach spędzonych nad robótką mamy już jeden rękaw, a nie tylko kilka cm.

Brak rozproszeń.

Najlepiej pracuje się kiedy nic człowieka nie rozprasza. A jak tutaj skupić się nad swetrem kiedy zza ściany woła chusta lub kolejna czapka? W międzyczasie słychać też cichutkie piskanie zapomnianych dawno skarpetek...  i wtedy chciałoby się wszystko naraz. Tak to tylko ośmiornica potrafi... albo magiczne druty Pani Weasley.
To coś.

Czyli ta wielka ekscytacja nowym projektem, właśnie zakupionym, świeżo wydrukowanym wzorem, który trzeba zrobić teraz już. Druty latają jak szalone. Zazwyczaj takie cudowne emocje napędzające towarzyszyły mi tylko na początku danej robótki. Po jakimś tam czasie całe to wielkie halo mija. Rada? Trzeba dziergać jak najprędzej. Tylko jedno. Czasem nawet nie można się oderwać i w kółko krąży myśl tylko jeden rządek... i bum! Kolejna godzina z głowy i ani się obejrzysz a chusta gotowa. Pamiętaj: "Coś się kończy, coś się zaczyna."

Nowa włóczka.

Ah, jak ja lubię ten moment kiedy mogę nabrać coś nowego z motka, który dopiero co nabyłam. Mam takie dziwne odczucie, że nowe precelki czy cudowne kolory, które dopiero wpadły mi w ręce ekscytują mnie najbardziej. Potem leżą sobie w pudle miesiąc, dwa i moje ogromne uczucie zdecydowanie maleje. Drastycznie. Już nie chce się tak dziergać, przewijać, pracować. Wszak wszystko się opatrzyło, porządnie zmacało. No i zaczynam je często traktować po macoszemu. Pewnie, że wolałabym zrobić coś z tego co dopiero wyjęłam z koperty, hihi.

Wolne druty.

Oj tak! Dobra rada dla leniuchów i skąpców [czyt. ja]- miej tylko po jednej parze w danym rozmiarze.
Działa! Przynajmniej w moim przypadku. Okazało się, że to co musisz już teraz wczoraj nabrać na druty wymaga akurat 4 mm? Ups, jaka szkoda, że właśnie masz je zajęte. Uwalniaj! I to już. Zobacz, jeszcze tylko border do wydziergania i można zabierać się do super nowej robótki. I nie myśl o nawlekaniu obecnej na nitkę, to zbyt dużo czasu i nerwów. To co najmniej 2 razy dodatkowej zabawy z nabieraniem kilkuset oczek, a do tego tyle tych do naprawienia, które właśnie spadły, bo w pośpiechu przewlekało się przez 20 naraz.

Zakupowa motywacja.

Taka moja metoda na nagrody, która nawet działała przez bardzo długi czas. Nałożyłam na siebie szlaban. Nowe włóczki mogłam kupić tylko wtedy kiedy skończyłam poprzednią robótkę. Łącznie z blokowaniem, chowaniem nitek i przyszywaniem guzików. A najlepiej aby zakupy odpowiadały zużyciu zapasów. Kończysz szal? Kup sobie motek na nowy. Możesz już chodzić w dopiero co wydzierganym swetrze? Brawo! Właśnie otrzymałaś pozwolenie na kilka/naście (w zal. od metrażu i grubości oczywiście) motków pachnących nowością.
U mnie zdawało to egzamin cudownie. :) Złamałam się tylko na wielkiej promocji -20% i w pewnej wyjątkowej sytuacji, kiedy pewna włóczkowa firma znikała z naszego rynku. Ale, ale! Wtedy też kończyłam robótkę.
 
Same plusy?

O nie, zdecydowanie. Wydawać by się mogło, że takie życie robótkowego monogamisty to cud, miód i malina. Raz dwa i sweter skończony. Tydzień i chusta z głowy, a do tego nowe zakupy po każdej wydzierganej rzeczy. I tak i nie. Zależy od zapasów. W pewnym momencie miałam na stanie zaledwie kilka motków, w tym głównie takie, które były resztkami po poprzednich swetrach. Wtedy mogłam sobie zaszaleć. Ale po tych lekko większych zakupach mój szlaban nadal działa. I co z tego, że przerobiłam 9 motków na sweter, jeśli w pudełku czeka na mnie wełna na pół roku dziergania, biorąc pod uwagę moje moce przerobowe.
Druga sprawa to wielkie serce do projektu. Potrzebne jak nie wiem co i bez tego ani rusz. Czasem kolor/włóczka/wzór wychodzi już bokiem i chciałoby się coś nowego. Ale nie ma zmiłuj. Albo brak pomysłów... i zastój na tydzień bez drutów. Rozgrzebana w połowie chusta wierci dziurę w brzuchu, frustracja rośnie.

I największy mój ból...
czarna dziura po skończeniu dziergadła. Marazm totalny. Wtedy nie podoba mi się nic. Ani włóczki do mnie nie mówią, ani kolory, ani wzory. Coś chciałoby się nabrać, ale nic nie zadowala. I tak tydzień, drugi. Coś się zacznie, coś się spruje. Dzieje mi się to za każdym jednym razem. Najgorzej to dopiero jest jak kroi się spotkanie robótkowe, a druty puste...
I tutaj zaczynam się zastanawiać czy nie powinnam przystanąć na tym mostku między szalonymi obozami i rozsądnie mieć zawsze awaryjną robótkę? Takie skarpetki dajmy na to.


A Wy, po której jesteście stronie?
Jesteście "monogamous knitter" czy mieszkacie ze stadem wipów?

48 komentarzy:

  1. No nie, Baba Jago, ukradłaś mi temat na posta hihihi:) W komentarzu dziś zostałam poproszona o podzielenie się sposobem na monogamię robótkową:)

    Od początku w niej trwam i jest moim jedynym akceptowalnym sposobem na dzierganie:)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, aj. Ostatnio przez te marazmy po robótkowe monogamia ciągle mi dokucza, więc zaczęłam dumać nad zmianą obozu.
      A że pusto na blogu to stąd pomysł na posta.

      Ale podziel się i Ty! Każdy sposób dobry i warty wypróbowania. :)

      Lecę do Ciebie.

      Ścisk!

      Usuń
    2. Podzielę się, może powiem jak walczyć z chęcią sięgnięcia po coś nowego, na pewno odeślę też do Ciebie po więcej informacji:)
      Nie zmieniaj obozu! Tylko pod koniec dziergania już przeglądaj ravelry i planuj co zrobisz następne!

      Usuń
    3. Piszcie, piszcie więcej takich postów, to mnie zmotywuje jeszcze bardziej! :)

      Usuń
  2. Mam zazwyczaj dwie robótki rozpoczęte z prostego powodu - jedna bywa skomplikowana, z ażurem, warkoczem albo kolorami, w trakcie której MUSZĘ co chwilę spoglądać na schemat. Nad takimi rzeczami pracuję w ciszy i spokoju, kiedy jestem sama w domu. Druga robótka jest bardziej przyjazna w robocie, np.: dużo prawych oczek w jednym kolorze, wtedy mogę nią zająć ręce podczas wieczornego oglądania filmów z mężem (szczególnie tych japońskich, kiedy wciąż jeszcze muszę czytać napisy...) i nie muszę się aż tak bardzo skupiać na czytaniu wzoru. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bliżej tego obozu :) Monogamię stosuję, gdy robię coś ważnego albo wyjątkowego i do tego to coś bardzo dobrze leży w rękach. Ale choćby teraz mam na drutach już od kilku miesięcy szal - cieniznę, niezwykle wymagającą, nie mogę jej robić w doskoku, w złym świetle, oglądając wciągający film i w nietypowych warunkach. Przybiera powoli, nie ma deadline'a, a tym czasie powstało już kilka innych mniej wymagających dziergadeł.

      Usuń
    2. Brahdelt, Theli - dobry patent. Zaczynam go już stosować. Oby pomógł na tę dziurę wredną... Racja, nie wszystko da się dziergać np. podczas filmu [szczególnie właśnie tych z napisami], a co to za oglądanie bez robótki. XD

      Usuń
  3. Ehhh... ja nie drutowa, jak wiesz, ale i do robótkowej monografii mi daleko, hihi. Czasem męczy mnie to stado zaczętych robótek, wtedy potrafię się zawziąć i kończyć je po kolei, a innym razem jakiś pomysł błaga o już, teraz, natychmiast i czasem ulegam. A zdarza się i tak, że oprę się jakiejś tak skutecznie, że po jakimś czasie odpuszczam... :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko dobre oby z umiarem, co nie? :)
      Ale podziwiam za kończenie wszystkich po kolei - jak ja mam coś za długo rozpoczęte to bliżej takiej robótce do sprucia niż końca.

      Usuń
  4. Podpisuję się pod tym co napisała Brahdelt.... muszę mieć przynajmniej dwie robótki, jedna ,,bezmyślna" do dziergania w samochodzie lub gdziekolwiek jestem gdy mogę przerobić choć kilka oczek i druga bardziej do myślenia, sprawdzania, liczenia, mierzenia.... czasami zacznę trzecią ale to jest najczęściej coś na prezent, mały projekt i na wczoraj ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że coraz więcej 'podwójnie' robótkujących i chyba się to sprawdza. :)
      Powinnam się przyłączyć.

      Usuń
  5. Gdybym nie narzuciła sobie monogamii dzierganiowej to chyba nigdy nic bym nie skończyła. Zazwyczaj już chwilę po rozpoczęciu jednego projektu rodzi mi się w głowie pomysł na kolejny albo i kilka. ..a że mogę zacząć dopiero jak obecną skończę to mam dodatkową motywację. Teraz wbrew moim zasadom mam jednak rozpoczęte trzy robótki-pierwsza jakoś mi nie szła i meczę ją już pół roku, drugiej nie udało mi się skończyć przed rozpoczęciem trzeciej-która jest testem i muszę skończyć ją w określonym terminie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, aby dzierganie było przyjemnością, a nie przymusem. :)
      Ale z tą motywacją do szybkiego kończenia - racja. Podpisuję się!

      Usuń
  6. I ja podpiszę się pod Brahdelt- dwie robótki, jedna skomplikowana, druga na odpoczynek są idealnym rozwiązaniem. Szczególnie, że u mnie zazwyczaj ta druga to jakiś żakard. Ale z zakupami mam prawie tak jak Ty- zakupy można poczynić, kiedy już wiadomo, że lada moment kończę projekt. I zawsze kupuję mając wzór na myśli, pod konkretny pomysł. Dzięki temu zazwyczaj mam wystarczającą ilość włóczki na każdą robótkę, a po zakończeniu żadnych samotnych moteczków czekających na pomysł, bo do swetra już się nie załapały. A brak UFOków jest oczyszczający-chyba każdy by mi ciążył na duszy, taki czekający i niedokochany ;)
    Może kiedyś wejdę na wyższy poziom i nie będę dzielić robótek na te wymagające i te "na odetchnięcie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żakard wymaga dla mnie 100% uwagi.
      Ufoki to dla mnie coś strasznego... mam co prawda tylko 1, ale za to czeka już kilka miesięcy. A tak mało mu brakuje [czapka czekająca na paski - życzenie Chopa na hełm z Diablo].

      A zakupy robię z przeznaczeniem -> 1 motek - chusta, kilka motków - sweter. Teraz tylko te na skarpetki zaczynam kupować na zapas... ups. XD

      Usuń
  7. Też się zgadzam z ideą dwóch robótek. Pomaga właśnie na czarną dziurę. Obecnie ciągle mam dziurę po Ziggyzacku, mimo, że od jego ukończenia minął miesiąc prawie! Zaczęłam skarpetki, planuję skończyć UFOK'a, który pozwala mi nie myśleć o braku pociągu do czegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja coraz bardziej się do niej przekonuję.
      Wszystko przez te filmy/ gry/ spotkania i dziurę.
      Póki co działa i niech tak zostanie [tzn. właśnie jako 2 mam skarpetki, które mogę dziergać nawet na stojąco]. :)

      Usuń
  8. Fajny temat... Ja w takim razie zdecydowanie monogamiczna jestem. :) Kiedyś specjalnie przygotowałam sobie tzw. robótkę podróżną i miała być właśnie takim czymś łatwym i przyjemnym, ale nie dało się. Jak tylko wróciłam to ją skończyłam. Myślę, że strasznie by mnie to stresowało gdybym miała kilka robótek. Czarnej dziury po skończeniu robótki nie mam, bo w głowie kłębi się milion dwieście pomysłów i jak tylko namoczę skończoną rzecz to już następną zaczynam. Nie kupuję włóczek na jakiś projekt, tylko odwrotnie...kupuję włóczkę, bo mi się podoba, widząc ją już wiem co bym z niej chciała. Włóczka mnie inspiruje a nie projekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Tak, ten stres to nie jest nic fajnego. Miałam tak przy swetrach i wiem, że póki co nie chcę więcej. Taka czapka/ szal/ skarpetki to już zupełnie co innego.

      Usuń
  9. to niezwykle przydatne podejście monogamiczne towarzyszyło mi długo...i długo wydawało mi się, że inaczej być nie może, aż pewnego razu (w wyniku znudzenia najprawdopodobniej:) doszłam do pary wip'ów i już nie umiem inaczej....choć czasem bardzo bym chciała...a zakupy no cóż...właśnie złamałam swoje postanowienie niekupowania a zapasów mam do końca roku...a z drugiej strony - rok bez zakupów? niemożliwe:)
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok bez zakupów? Nigdy!
      Ubraniowe- owszem, ale włóczkowe? O nie.

      Ja się teraz właśnie przestawiam na dodatkową mini robótkę - skarpetki albo kwadraciki do koca.

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. I ja jestem niestety monogamiczna... a czemu niestety...? Bo zdarza mi się taki sam marazm, jak Tobie. Skończyłam i nie wiem, co dalej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to się zdarza nawet poligamistom :)

      Usuń
    2. To chyba największy minus tej monogamii jak dla mnie. To czasem ciągnie się tygodniami i aż krew człowieka zalewa, bo się chce ale nie wiadomo co. XD

      Usuń
    3. Theli- ale jak to? ;) przecież zawsze kilka robótek naraz. Niemożliwością jest skończyć je wszystkie dokładnie w tym samym momencie, więc zawsze jakaś inna czeka do dziergania.

      Usuń
    4. Niby jest naraz, ale jak się skończy np jakaś wyjątkowo udana, to te, które zostały wcale nie zachęcają :)

      Usuń
  11. ja się podpisuję pod postem, choć czasem lubię mieć rozpoczętą drugą robótkę prostą i nieskomplikowaną, kiedy oglądam film, idę na spotkanie robótkowe, gdzieś wyjeżdżam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - jak można oglądać film bez robótki? :)
      A też wygodniej dziergać w podrózy np. skarpetkę czy czapkę niż wielki sweter.

      Usuń
  12. A ja jestem monogamiczna ale zawsze mam w "ukryciu"druga robotke ktora okazala sie nie taka wazna i zostala wyparta przez te "pilne". Zazwyczaj lezy sobie gdzies w koszu z welna i "nie kole w oczy" i zawsze jak skoncze jedna i nie mam pomyslow i planow to ja rehibernuje az pojawi sie jakies "musze miec juz natychmiast" (choc juz natychmiast to w moim przypadku wielce umowne ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobre rozwiązanie. :) Muszę o czymś takim pomyśleć. Mam taki koc z wieeelu [w zamiarze] małych kwadracików - każdy jeden traktuję jak osobny projekt. Chyba się liczy, co nie?

      Usuń
  13. Patrząc na komentarze, to monogamistów całkiem sporo :) Ja również się do nich zaliczam, chociaż nierzadko na boku głównej robótki dziergam coś, co jest potrzebne na szybko lub spodobało mi się na tyle, że musi być zrobione już, teraz, natychmiast. A potem jak gdyby nigdy nic wracam na właściwą ścieżkę i wędruję, aż nie dojdę do celu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze. :)
      Wszystko ma plusy i minusy.
      Ja np. cierpię na czarną dziurę po skończeniu jedynej robótki.
      Powinnam chyba sobie zaaplikować jakąś małą do tego.

      ps. już mam skarpetki do dziergania na ratunek - oby podziałało. XD

      Usuń
  14. Boże jaka ja jestem rozwiązła :)! Monogamia dziewiarska jest mi obca! Zawsze mam co najmniej dwie. Podkreślam, co najmniej... Lubię jedną taką, co nie trzeba nawet za bardzo patrzeć i coś bardziej skomplikowanego.
    Ale moje pragnienia są takie by stać się wierną jednej robótce na raz. Ale to trudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi. :) Jeśli dobrze się z tym czujesz to super. Ważne tylko aby nic nas w myślach nie gniotło. Sama zaczynam myśleć nad dwiema naraz na jakiś czas, bo nie zawsze da sie zabrać i dziergać jakiś sweter lub wymagającą chustę.

      Usuń
  15. Hmmm u mnie jest skomplikowanie, z jednej strony zwykle pracuje nad jedna robotka, ale rozgrzebanych mam cale mnostwo. Tak szczerze mowiac, to zapewne 3/4 z tego rozgrzebanego nalezoloby spruc.
    Staram sie nie miec tylko jednej robotki "do robienia", bo raz, ze czarna dziura po niej, a dwa, ze czasem musze cos przemyslec, podjac decyzje, odlozyc na chwile to, co robie, a czesto po prostu dochodze do "trudnego momentu" i nie moge zabrac robotki w droge czy do filmu. Wtedy przydaje sie cos prostego i podrecznego, co staram sie, ale nie zawsze mam (tak, tak, skarpetki sa super).
    Ale absolutnie popieram strategie nie kupowania zanim sie nie zuzyje tego, co sie ma (mowi posiadaczka wloczki na zapewne z 6 swetrow;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam spruć. Wtedy sumienie nie gryzie, a nagle robi się więcej włóczki bez kupowania! Samo dobro. :)
      Dla mnie właśnie te czarne dziury po skończeniu są najgorsze.

      Usuń
  16. Ostatnio znów o tym myślałam. Podjęłam kilka prób doprowadzenia się do jednej robótki i stwierdzam ostatecznie, że to w moim przypadku niemożliwe!
    Ale ponieważ ilość wipów niezmiennie mnie przeraża, postanowiłam mieć robótki dwie. Główną i najważniejszą oraz skarpetki i czapka "na wynos". Okazuje się bowiem, że przy maszym podróżowaniu nie zawsze jestem w stanie zabrać dużą, wymagającą robótkę ze sobą. Takie zastawę do robienia spokojnie na kanapie. A do autobusu/pociągu/samochodu potrzebuję czegoś mniejszego. I teraz chciałabym dążyć do swojego postanowienia i przy nim wytrwać! :-)
    Na moje nieszczęście co chwilę w głowie pojawiaja się 100 nowych pomysłów i stąd moje wszystkie wipy...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz. :)
      Mi też by przydała się taka 'wyjazdowa', aczkolwiek w moim przypadku bardziej 'filmowa', ale w każdym razie przenośna.
      Coraz bardziej się skłaniam właśnie ku posiadaniu jednej głównej a do tego skarpetek w bonusie, które mogę dziergać wszędzie.

      Trzymam kciuki!

      Usuń
  17. Jestem w 100 % monogamistką... Zabieram się tylko za jedną rzecz i dopóki jej nie dokończę, to nie zaczynam kolejnej... Kiedyś działałam tak, ze tyle ile par drutów w mym królestwie było, tyle robótek, ale przez to właśnie albo nie mogłam niczego dokończyć, albo zapominałam w połowie ile tam było oczek itp, itd. Później zaczęłam sobie zapisywać co, jak z czym, ale gdy robótka czkała na dokończenie, pojawiały się nowe pomysły i tak w kółko... Od tego czasu działam monogamicznie i całkiem dobrze mi z tym! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działa, prawda? :)
      I oby jak najdłużej.

      Usuń
  18. Ojej utknęłam na twoim blogu i nie potrafię go wyłączyć :) Piękne rzeczy tworzysz. Może dzięki Tobie w końcu poćwiczę dzierganie. Mama podstaw nauczyła ale wprawy trzeba nabrać. Czytam sobie dalej ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi ogromnie! Dziękuję bardzo. :)

      Tylko uważaj, bo może wciągnąć i potem pierwszą i ostatnią myślą z jaką będziesz się kłaść spać lub budzić będą włóczki i wzory...

      Usuń
  19. Monogamia schizofreniczna? Mam na drutach jedną robótkę, ale w torebce, na wypadek czekania choćby na koniec treningu syna, drugą, jakąś prościutką typu szalik, czapka. Tej głównej nie wynoszę z domu, tej torebkowej nie ruszam w domu.
    Kiedy nadejdzie brak weny lub ochoty na nowy projekt, wyciągam resztki i robię z nich... czapkę lub szalik, albo kapcie - dając sobie czas na nowy zachwyt, który z pewnością nadjedzie. Wówczas bez żalu aktualna robótka zmienia klasyfikację na tę "torebkową".
    Pozdrawiam ciepło,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowna i idealna nazwa! :D
      Ja ostatnio 'zachorowałam' też na coś takiego.
      Skarpetka jest idealną robótką do kieszeni.

      Usuń
  20. Raczej jestem drucianą monogamiststką, ale muszę przyznać, że zdarzają mi się jakieś skoki w bok na inne robótki. No i mam parę ufoków poupychanych poza zasięgiem wzroku, których na pewno nie dokończę. Głównie rzeczy z czasów ok dwóch lat temu, kiedy moje umiejętności kończyły się na oczku prawym i oczku lewym. Teraz staram się grzecznie zakolejkować wzór na Ravelry, wydziergać i dpoiero zabrać się za kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, takie dziwadła to ja dawno sprułam i już nie męczą mnie wyrzuty sumienia. Już nawet nie pamiętam co to było i z czego. XD

      Polecam. Jaki spokój potem jest.

      Usuń
  21. Podziwiam, ja zdecydowanie nie jestem monogamistką druciarską! Miewam dłuższe romanse i przelotne zauroczenia, zupełnie odwrotnie niż w życiu :-) Bardzo fajny wpis, pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Ja się staram i całkiem nieźle chyba mi idzie.
      Aczkolwiek stety niestety przez jakiś czas miałam 2 robótki ostatnio.

      Usuń